O depresji można pisać różnie. Jedni lubią powiedzieć wszystko i wprost (w myśl Douglasa Couplanda "Nie trzeba się bać wypruć z siebie trochę flaków dla publiczności"), jak Kaja Malanowska, inni, jak Gro Dahle we "Włosach mamy", używają wielkiej metafory (niech nikogo nie zwiedzie, że jest to "książka dla dzieci" - dla dużych też jest). A jeszcze inni otwierają Painta i dają czadu, jak Allie z Hyperbole and a half. Sue Townsend, którą pewnie wielu zna z serii o Adrianie Mole'u, wybrała jeszcze inną drogę.
niedziela, 14 grudnia 2014
środa, 19 listopada 2014
Zadie Smith, "Londyn NW"
"Łączy ich jedno - NW, kod pocztowy i miejsce pochodzenia" - tak wydawca przedstawia nam bohaterów najnowszej powieści Zadie Smith. Jak wspominałam w poprzedniej notce, moim zdaniem klucz jest jeszcze jeden - oczekiwania. Własne, cudze, wszystkie nierealistyczne.
Moje uczucia do Smith są stałe i nieco skomplikowane. Zazwyczaj jej książki czytam bez opamiętania przez kilka dni, potem zastanawiam się, co do cholery tam było, że się tak uzależniłam, a następnie przez dłuższy czas opowiadane przez nią historie wracają do mnie i - dręczą. Nie inaczej było z NW.
Moje uczucia do Smith są stałe i nieco skomplikowane. Zazwyczaj jej książki czytam bez opamiętania przez kilka dni, potem zastanawiam się, co do cholery tam było, że się tak uzależniłam, a następnie przez dłuższy czas opowiadane przez nią historie wracają do mnie i - dręczą. Nie inaczej było z NW.
środa, 1 października 2014
Dariusz Zaborek, "Czesałam ciepłe króliki"
Jak widać blog nieco przymarł - nie mogę, jak zwykle się w takich sytuacjach pisze, oznajmić, że wracam do żywych. Pewnie nie wracam, bo nastrój mam raczej minorowy. Żebym wzięła się do pisania, coś musi mnie na prawdę ruszyć.
Przez cały ten czas czytałam dużo i były to raczej dobre rzeczy (wakacje! słońce! morze!). Jednak dopiero niedawno trzy ostatnie książki ułożyły mi się tak idealnie, że aż szkoda o tym nie napisać. Powstaną więc w najbliższym czasie notki o (w kolejności czytania):
Przez cały ten czas czytałam dużo i były to raczej dobre rzeczy (wakacje! słońce! morze!). Jednak dopiero niedawno trzy ostatnie książki ułożyły mi się tak idealnie, że aż szkoda o tym nie napisać. Powstaną więc w najbliższym czasie notki o (w kolejności czytania):
- Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki
- Zadie Smith, Londyn NW
- Sue Townsend, Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka
piątek, 7 marca 2014
Paula Szuchman, Jenny Anderson, "Ekonomia miłości. Szczęście w związku a zmywanie naczyń"
Ostatnio dochodzę do wniosku, że życie z biegiem lat może się tylko bardziej komplikować. Co z grubsza oznacza, że już do końca (pełnego udręki) nie będę mieć chwili wytchnienia. Gdy dopadają mnie takie przemyślenia, zazwyczaj oznacza to, że nastąpiło przeciążenie i że natychmiast trzeba iść na urlop.
Ponieważ na urlop nie bardzo mam czas, postanowiłam poczytać sobie coś lekkiego. Padło na "Ekonomię miłości", książkę, która być może jest bardzo dobrym podręcznikiem, ale jest też najgorszym na świecie poradnikiem małżeńskim.
Ponieważ na urlop nie bardzo mam czas, postanowiłam poczytać sobie coś lekkiego. Padło na "Ekonomię miłości", książkę, która być może jest bardzo dobrym podręcznikiem, ale jest też najgorszym na świecie poradnikiem małżeńskim.
niedziela, 2 marca 2014
Kaja Malanowska, "Drobne szaleństwa dnia codziennego"
Ostatnio przez Facebooka przetoczyła się średnich rozmiarów aferka związana z wypowiedzią Kai Malanowskiej. Stwierdziła ona, że wynagrodzenie w wysokości 6800 zł za 16 miesięcy pracy nad książką jest kpiną. Przypomniało mi się przy tej okazji, że czytałam jedną z powieści autorki i że... nie chciało mi się nawet napisać notki na jej temat. Są książki, które pozostawiają człowieka doskonale obojętnym. Niestety, "Drobne szaleństwa" to jedna z tych książek.
niedziela, 16 lutego 2014
Filip Springer, "Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach"
Długo zabierałam się do napisania tej notki. Książka jest moim zdaniem w równym stopniu o architekturze oraz o idealizmie i jego konsekwencjach. A tak się składa, że ostatnio to dość ważny (i trudny) dla mnie temat.
piątek, 31 stycznia 2014
Richard Wiseman, "Dziwnologia"
"Ci dzielni uczeni (...) zidentyfikowali i ustalili osobowościowe charakterystyki owoców i warzyw (cytryny nie wzbudzają sympatii, cebule uważne są za głupie, a grzyby uchodzą za karierowiczów)". Nie wiem, czy jest na ziemi osoba, która nie chciałaby przeczytać książki zawierającej takie słowa! Jeżeli jest, powinna natychmiast coś ze sobą zrobić.
czwartek, 30 stycznia 2014
John Gimlette, "Dzikie Wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej"
Co miały najpotężniejsze państwa tego świata, a co Polska bardzo chciała mieć, ale nie wyszło?
Nie, nie ładną pogodę przez cały rok, tylko kolonie.
John Gimlette, podróżnik, który odwiedził sześćdziesiąt krajów, pojechał w miejsce, na które zęby ostrzyło sobie wielu, kilku próbowało wykorzystać, a garstka wyszła na tym dobrze. Dzikie wybrzeże Ameryki Południowej zdawało się rajem, a często okazywało się piekłem.
Nie, nie ładną pogodę przez cały rok, tylko kolonie.
John Gimlette, podróżnik, który odwiedził sześćdziesiąt krajów, pojechał w miejsce, na które zęby ostrzyło sobie wielu, kilku próbowało wykorzystać, a garstka wyszła na tym dobrze. Dzikie wybrzeże Ameryki Południowej zdawało się rajem, a często okazywało się piekłem.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Dezső Kosztolányi, "Ptaszyna"
Z pozoru prosta historia. Dorosła córka starszych państwa, Akacjusza i Antoniny Vajkay, wyjeżdża na tydzień. Rozstanie jest bolesne, bo Ptaszyna - stara panna (pod koniec dziewiętnastego wieku zasługiwała na to określenie już trzydziestopięciolatka) nigdy i nigdzie nie wyjeżdżała. Niepodziewanie, życie rodziców odzyskuje barwy, o których dawno już zapomnieli.
niedziela, 10 listopada 2013
Sam Wasson, "Piąta aleja, piąta rano"
Ta książka to dowód na to, że kupowanie w ciemno ma sens. Jako maniaczka e-booków bez przerwy poluję na jakieś promocje, bo mogę kupić sobie tyyyyyyle dobrego za przyzwoitą cenę. Czasami w lekkim obłędzie wrzucam do koszyka pozycje, które wyglądają w miarę dobrze (wydawnictwo, opis), ale o których nie wiem nic. Czasem kończy się to nie najlepiej, ale tym razem, olaboga, ale trafiłam! Choć spodziewałam się czytadełka na dwa dni.
czwartek, 7 listopada 2013
Artur Domosławski, "Kapuściński non-fiction"
Przyznam szczerze, że gdy książka ukazała się w 2010 roku, śledziłam spór pomiędzy rodziną Kapuścińskiego a autorem, ale do samego dzieła nie sięgnęłam. Zaskakująca wiadomość, że wydawnictwo Świat Książki zawarło jednak ugodę z rodziną bohatera, a tym samym - że kolejne wydanie książki musiałoby być poważnie okrojone, zmotywowała mnie do lektury. Byłam ciekawa, o co właściwie poszło.
poniedziałek, 7 października 2013
Karel Čapek, "Listy z podróży"
Zawsze przed urlopem zaczynam wielkie chomikowanie. Grasuję w księgarniach, zamawiam, odbieram, odkładam na specjalny stosik, siłą powstrzymuję się przed czytaniem. W tym roku nastąpiła radykalna zmiana w tym rytuale - nie było już gromadzenia na stosiku, bo zaczęłam kupować książki elektroniczne zamiast papierowych. Nie zmieniło to faktu, że - jak co roku - nie mogłam się oprzeć i podskubałam nieco tego odkładanego deseru (w tym roku odkładanego w nieskończoność, bo książki zaczęłam kupować w lipcu, a czytać je - we wrześniu...). Na szczęście byłam na tyle przytomna, by podskubać książkę największą objętościowo, co uchroniło mnie przed rzuceniem się na następne. Były to właśnie "Listy z podróży". Tym samym będąc w Warszawie, a potem w Grecji zwiedziłam Włochy, Hiszpanię, Anglię, Skandynawię i Holandię.
sobota, 5 października 2013
Krzysztof Varga, "Trociny"
Stoi na stacji lokomotywa. (No dobra, nie na stacji, a w szczerym polu.)
I pełno ludzi w każdym wagonie.
A wszystkich tych ludzi nienawidzi Piotr Augustyn, narrator.
"Trociny" to jedna z tych książek, które czytam tak, jak jem chipsy. Wiem, że będę się czuć paskudnie, a i tak otwieram kolejną paczkę.
I pełno ludzi w każdym wagonie.
A wszystkich tych ludzi nienawidzi Piotr Augustyn, narrator.
"Trociny" to jedna z tych książek, które czytam tak, jak jem chipsy. Wiem, że będę się czuć paskudnie, a i tak otwieram kolejną paczkę.
wtorek, 1 października 2013
Julian Barnes, "Levels of Life"
Julian Barnes jest moim największym wrogiem. Po lekturze każdej z jego książek nie mogę dojść do siebie - mimo to za każdym razem wracam, uwiedziona precyzyjnym, oszczędnym opisem, spokojną frazą, doskonałą metaforą, celnym porównaniem. Wszystkie nasze początki są takie same - zachłannie połykam kolejne strony, bo Barnes przyjemnie łechcze moją potrzebę "poczytania czegoś mądrego".
wtorek, 10 kwietnia 2012
Jean-Christophe Rufin, "Zapach Adama"
Powieść "Zapach Adama" miała być lekką, choć nieogłupiającą lekturą w sam raz na wakacyjne leniuchowanie. Marka wydawnictwa (W.A.B) i ciekawa notka o autorze (lekarz, inicjator akcji humanitarnych, współzałożyciel organizacji "Lekarze bez Granic") skłoniły mnie do zakupu. Żeby być całkowicie szczerą - zachęcająca była również cena, jako że książkę znalazłam w outlecie jednej z dużych sieci księgarni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













